Potrzebujesz pomocy specjalisty. Masz problem z prawem. Wyciągniemy pomocną dłoń. Napisz do nas
Fotolia_80961804_Subscription_Monthly_M

Wasze historie: Depresja prostytutki

8 sierpnia 2015

Postanowiłam podzielić się swoją historią z czytelniczkami portalu, bo liczę na to, że pomoże ona dziewczynom, które zmagają się z podobnymi problemami. Pracuję w zawodzie od siedmiu lat, sama wybrałam sobie taką ścieżkę i nigdy nie żałowałam. Zaczęłam od bycia hostessą, szybko okazało się, że spore pieniądze są na wyciagnięcie ręki, a ja byłam ładna i lubiłam się bawić, spotykać z ludźmi i tańczyć. Na drugim roku studiów zrezygnowałam z nauki i zajęłam się tylko i wyłącznie pracą w klubie.

Pracuję w klubach nocnych, tańczę, robię prywatne show, zabawiam gości i oczywiście spełniam ich fantazje. Aktualnie jestem w ekskluzywnym klubie, mam właściwie tylko majętnych klientów, do tego bardzo sympatyczną ekipę barmanów i „znośne” szefostwo. Właściwie wszystko poukładało się tak, jak tego chciałam. Nie mogę powiedzieć, że jestem „spełniona”, ale nie mogę narzekać na swoje życie.

Nie wszystko wygląda jednak tak kolorowo. Początki były ciężkie. Zarabiałam sporo, ale bardzo często wracałam do domu, wchodziłam pod prysznic i płakałam. Potem, żeby się poczuć lepiej, wychodziłam na zakupy. Przyznam, że w jeden dzień potrafiłam wydać wszystko, co zarobiłam w tydzień! Wieczorem szłam do pracy i wszystko było ok., ale jak tylko znów lądowałam sama w moim mieszkaniu, zupełnie nie mogłam sobie poradzić. Generalnie zaczęłam nawet wchodzić w narkotyki, ale szczęśliwie uchroniła mnie przed tym opiekunka z klubu, która zajmowała się dziewczynami. Starsza, bardzo konkretna babka, która zrobiła mi awanturę i „zmyła mi głowę” jakby była moją matką. Nie powiem, podziałało. Zaczęłam oszczędzać, organizować sobie życie – zaczęłam trenować taniec współczesny i dodatkowo pole dance. Myślałam nawet o powrocie na studia, ale tego nie udało mi się zrealizować. Takich „dołków” miałam kilka rocznie. Czasem było gorzej, czasem lepiej. Bywały tygodnie, kiedy musiałam brać urlop, bo kompletnie nie nadawałam się do pracy. Zwykle po jakimś czasie przechodziło. Miałam zawsze szczęście do dobrych ludzi wkoło i to mi bardzo pomagało

Rok temu przenosiłam się z jednego klubu do drugiego. W międzyczasie zrobiłam sobie przerwę – pojechałam do rodzinnego miasta. Rodzice wiedzą, że jestem tancerką. Nie znają szczegółów, ale przynajmniej nie musze się jakoś specjalnie kryć i wymyślać niestworzonych historii. Spotkałam się z koleżankami i niestety to był początek moich kłopotów. Jedna wychodzi za mąż, reszta mężatki, ta ma dziecko, tamta w ciąży, inna już planuje drugie. Ich losy biegły zupełnie innymi torami niż moje, poczułam, że coś straciłam.

Wróciłam po kilku dniach w dziwnym stanie. Miałam poczucie, że moje życie jest zupełnie puste i bezwartościowe, że nic nie osiągnęłam. Wszystko straciło znacznie – leżałam i patrzyłam w sufit, nie wyobrażałam sobie, że mam wrócić do pracy. Kompletny dół. Potem doszły do tego myśli samobójcze. Był moment, że byłam o krok od najgorszego. Kompletna rozsypka.

Kiedy nie poszłam do pracy, mimo, że skończył mi się urlop, rozdzwonił się telefon, ale mnie już było wszystko jedno. Po południu przyszła do mnie koleżanka z klubu i zobaczyła w jakim jestem stanie. Kolejna wspaniała osoba na mojej drodze. Wzięła sprawy w swoje ręce i umówiła mnie do lekarza… psychiatry. W życiu bym się na to nie zgodziła, bo przecież nie jestem „nienormalna”, ale w tamtym momencie było mi już wszystko jedno. Wsadziła mnie w taksówkę i zawiozła do gabinetu. To było jak zimny prysznic.

Nie wszystko jest idealnie – nadal biorę leki, bywają dni, kiedy czuje się gorzej, ale jestem w stanie funkcjonować i żyć normalnie. Niedługo zaczynam psychoterapię, chcę zmienić swoje życie i chociaż lubię moją pracę, muszę znaleźć inną drogę.

Piszę to do wszystkich dziewczyn, które mają podobne problemy: pozwólcie sobie pomóc! Odkąd przeczytałam dane, że prawie 70% prostytutek ma zaburzenia depresyjne, ciągle myślę o tym, ile dziewczyn zmaga się z takimi problemami jak ja. Nie warto iść w alkohol i narkotyki, bo dobry lekarz naprawdę jest w stanie pomóc. Ja powiedziałam swojej pani doktor prawdę o tym, co robię, jak wygląda moje życie. Nigdy nie poczułam, żeby mnie oceniała i żeby to miało wpływ na jej stosunek do mnie. Jeśli nie możecie się w życiu pozbierać, tracicie siły, nie umiecie sobie poradzić i wpadacie ciągle w psychiczne „dołki” – wybierzcie się do psychiatry lub psychologa. Pozwólcie sobie pomóc!

Ania

  • pete

    I badz tu klientem po przeczytaniu czegos takiego. A jednak. Jestem
    klientem. Klienci jak wiadomo sa rozni. Jedni beda traktowac dziewczyny tylko
    jak lalke do przelecenia. Jak burgera z mcdonalda, szybko, latwo i bez wysilku.
    Ten gatunek klienta nawet nie spojrzy na dziewczyna jak na czlowieka. Jak na
    istote ze swoim zyciem, ze swoimi emocjami, ze swoimi marzeniami. Widzi w niej
    tylko tylek i cycki. Nie widzi kiedy w zimowy wieczor robi sobie goraca herbate
    i tuli sie pod kocykiem jak mala dziewczynka, potrzebujaca zwyklej czulosci i
    przytulenia. Nie. To tylko dupa do zerzniecia. Sa tez i drudzy klienci. Zwykli
    normalni zagubieni w zyciu faceci, tak samo uwiklani emocjonalnie jak
    dziewczyny, ktorym placa. I za kazdym razem uderza mnie jak wiele jest
    wspolnego po jednej jak i drugiej stronie „barykady”. Ilu klientow
    jest w depresji ? Ilu facetow „leczy” depresje kolejnym platnym
    seksem. Jakimkolwiek. Byleby tylko zagluszyl pustke zycia, ktora czuja
    codziennie, gdy wroca do wlasnego pustego mieszkania. Sam przerobilem niemalze
    ta sama sciezke, co wyzej opisana, ale ze strony klienta. Wydalem cala mase
    pieniedzy, ktore w pewnym momencie przestalem nawet liczyc. Zeby tylko
    zagluszyc, zeby tylko przestac czuc ta pustke. Dudniaca, stukajaca pustke. I
    nadal wydaje. Moim przeklenstwem jest swietnie platna praca. Po wielu latach na
    koncie mam dzis doslownie kilkaset zlotych oszczednosci. To wszystko. Ot zycie
    z dnia na dzien, z miesiac na miesiac, z wyplaty do wyplaty, z dziewczyny do
    dziewczyny. Byli psychologowie, byli rozni doradcy duchowi, byly rozne zakrety,
    proby wyjscia. Iii… I na koniec okazuje sie, ze jestem zywklym zagubionym
    facetem, ktory przede wszystkim potrzebuje bliskosci i czulosci kobiety.
    Normalnie spedzonego czasu, na spacerze, w lesie posrod szeleszczacych
    jesiennych lisci. Takie tam fantazje. A potem okazuje sie, ze pod tym wszystkim
    odzywa sie fizyczny instynkt. Seks. Telefon. Jade. Jestem. Rucham. Wracam. Znowu
    pusty dom. Znowu puste sciany. Nic sie nie zmienilo. Z jednej strony pieniadze
    uzalezniaja dziewczyny. Z drugiej strony klientow uzaleznia latwosc
    natychmiastowego niemalze seksu z dowolnie wybrana mloda dziewczyna. I dopoki
    jedna i druga strona „barykady” nie odpowie sobie, czego tak NAPRAWDE
    chce w zyciu – to nic sie nie zmieni. Przede wszystkim trzeba byc szczerym
    wobec siebie i byc gotowym na zaakceptowanie rzeczywistosci. Dziewczyna po
    wyjsciu z prostytucji pewnie juz nigdy w zyciu nie zobaczy na oczy takich
    pieniezy. Klient po wyjsciu z prostytucji pewnie juz nigdy w zyciu nie zobaczy
    na oczy tylu nagich dziewczat. Albo albo.

    • On

      Absolutnie prawda. Jako klient mówię – to też uzależnia, wciąga – a potem daje poczucie pustki. Koleżanka z pracy nie chce się z Tobą spotkać nawet na kawę – a tu proszę: wyciągasz pieniądze i masz dziewczyny, do wyboru do koloru, gotowe spełnić każdą Twoją fantazję… Tylko potem, gdy już wyjdziesz… nikt nie zadzwoni wieczorem powiedzieć, ze było miło i przyjemnie… i Ty nie zadzwonisz… chyba, że kolejny raz się umówić na mechaniczny, pusty seks…

      • http://escortgirl.blog Święta Ladacznica

        Trochę smutne. Nie lepiej umówić się z dziewczyną, która oferuje coś więcej niż mechaniczny, pusty seks?

        • ania

          Dziewczyny z agencji towarzyskiej też mają do zaoferowania coś więcej niż sam seks.Ja tak pracowałam jako prostytutka i brałam od wielu klijentów numery telefonów żeby się umówić z nimi na randkę.Byłam spragniona przez tą pracę miłości bo w tej pracy człowiek czuje się ogromnie samotny. Ale musiałam numery telefonów klijentów brać po kryjomu przed opiekunem bo opiekunowie zabraniają dziewczynom się umawiać z klijentami poza agencją towarzyską.

  • Kinga

    Chciałabym skontaktować się z Tobą Aniu. Możesz być anonimowa. Ale po proszę jakikolwiek email nbądź informacje gdzie mogę Cię znaleźć.

    • Zalamana

      Rozumiem cie doskonale.ta praca to kompletne dno.ja pracuje juz kilka lat.przezylam zawod milosny ,zostalam oszukana.chcialam. sie dorobic i zyc normalnie a Co Do czego zostalam z niczym.Nadal pracuje ale jest zastuj.czuje sie coraz gorzej.mam stany depresyjne nie Lubie siebie..Moje zycie to kompletne dno.Nie lubie siebie .Nie man na nic sily.chce umrzec.

  • Niki

    Ja pracuje od 7 lat z przerwami….przezylam nawet zwiazek 3 letni z bylym szefem z ktorego mamy synka…pozniej sie rozstalismy bil maltretowal. Minely 3 lata w tym momencie synek ma 3 latka I mam polroczna corcie….obiecalam sobie zero zwiazkow. Niedawno zmienilam miejsce pracy na inna „mieszkaniowke” I pojawil sie kolejny „szef” mowi ze Kocha obiecuje zlote gory a ja wierze….zostawiam dzieci na tydz dwa jestem 300km od domu by przyjechac byc blisko niego on twierdzi ze nie moze bezemnie zyc ale jak jestem po pieniadze przyjezdza…tzw „dniowki” zaduzylam sie w alkohol narkotyki…odrazu po przyjezdzie zaczynam pic cpac zeby zabic tesknote za dziecmi…czuje tak jakbym nie myslala. Chce umrzec ale zaraz mysle o dzieciach….placze za Nimi kilkanascie razy dziennie…klientow traktuje jak „smieci”obwiniam ich za to ze przychodza kiedy wiem ze to moja wina. Jestem sama nie mam rodziny przyjaciol nikogo…tylko opiekunke dzieci. Za kazdym razem kiedy stad wyjezdzam rzysiegam sobie ze juz nie wroce….wracam…bo Kocham chociaz zdaje sobie sprawe ze to tylko zlote obietnice…

  • Ewa

    Czy ktos moze mi pomoc prosze, ja juz nie moge tego robic, nienawidze siebie brzydze sie soba, nie mam nikogo, nie wiem jak to sie stalo ze z towarzyskiej dziewczyny nie mam nikogo… Mam dlugi nie wiem ktore kiedy splacic co powoduje ze znnowu zwrocilam sie do opiekuna… Tylko ze on mi zawsze zabiera 50%…