Potrzebujesz pomocy specjalisty. Masz problem z prawem. Wyciągniemy pomocną dłoń. Napisz do nas
camera_24750463_S

Wasze historie: mój pierwszy raz przed kamerką

25 marca 2015

Przed kamerkami występuję już prawie od roku, nieregularnie, zwykle raz w tygodniu. Coraz więcej mówi się o seksie przez Internet, wszyscy krytykują dziewczyny, które rozbierają się za „żetony” i dlatego właśnie postanowiłam opowiedzieć swoją historię.

Przyznam, że kiedyś myślałam o zarabianiu w branży erotycznej, a dokładniej o tańczeniu w klubie go-go. Dużo się mówi o tym, że wcale nie chodzi tylko o tańczenie, tylko o coś więcej, dlatego ostatecznie się nie zdecydowałam. Sam taniec na rurze czy striptiz zawsze mnie kręcił, ale nie chciałam iść na całość. Do tego obawiałam się, że spotkam kogoś znajomego, a na pewno tak by się w końcu stało, i poszłaby plotka, że jestem prostytutką. O wyjeździe do innego miasta raczej nie było mowy. Porzuciłam ten plan i po liceum poszłam do pracy.

Kiedyś z moim ex-chłopakiem oglądaliśmy jakieś filmiki erotyczne dla zabawy. Jeden, drugi… aż weszliśmy na stronę z kamerkami na żywo. Najpierw oglądaliśmy i przyznam, trochę się śmialiśmy z tych ludzi, ale potem on zaczął mnie coraz bardziej namawiać, żebyśmy też spróbowali. Nie zgodziłam się. Potem jeszcze kilka razy sama weszłam na ten portal, popatrzyłam na dziewczyny, przeczytałam regulamin i miałam coraz większą ochotę spróbować. Po jakimś czasie rozstałam się z chłopakiem, któregoś wieczora siedziałam przybita w domu i z nudów kliknęłam na kamerki. Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia!

Założyłam profil, wybrałam sobie seksowny (ale nie wulgarny) nick, założyłam seksowną halkę i… włączyłam kamerkę w laptopie. Postanowiłam, że nie będę nic pokazywać publicznie, a rozbiorę się dopiero na prywatnym kanale. Obawiałam się, że nikt na mnie nie zwróci uwagi, bo nie pokazywałam ani biustu ani nie proponowałam żadnych hard core’owych zabaw (nie byłam na to gotowa). Zaczęłam czatować z kilkoma osobami i w końcu jeden wykupił prive. Poszło nieźle, trochę się rozluźniłam i byłam gotowa na więcej. Dodałam kolejny „cel” – biust. Dość szybko uzbierały się żetony. Potem przekroczyłam granicę, którą sobie na początku wyznaczyłam – nie chciałam pokazywać części intymnych, ale ostatecznie dałam się ponieść i ktoś zapłacił za striptiz do zera na privie. Dobrze się bawiłam i jakoś tak wyszło. Nie zdecydowałam się jednak na masturbację ani nic takiego. Przesiedziałam na czacie kilka godzin, zarobiłam w sumie ponad 100 zł.

Rano miałam przez chwilę kaca moralnego. Zaczęłam myśleć o tym, że ktoś mógł to zobaczyć! Co prawda ustawiłam kamerkę tak, że nie było widać twarzy, ale nie byłam pewna, czy ktoś na privie nie mógł mnie rozpoznać. Wiem, że Internet to miliony kont i musiałabym mieć prawdziwego pecha, żeby oglądał mnie jakiś sąsiad, ale mimo to trochę się stresowałam. Stwierdziłam, że wystarczy mi już tych kamerek… ale dwa dni później znowu kliknęłam i zalogowałam się na portalu.

Nie da się ukryć, że realne pieniądze na koncie robią jednak swoje. Słyszałam o gigantycznych zarobkach – pewnie są możliwe jeśli się to robi codziennie i jest się gotowym na wszystko. Dużo zależy też od portalu. Ja robię to okazjonalnie, bardziej dla zabawy niż dla pieniędzy, chociaż to miły dodatek. Najważniejsze jest dla mnie to uczucie, kiedy widzę stałych „wielbicieli” i rosnącą liczbę żetonów – mam wtedy poczucie, że jestem naprawdę seksowną laską.

Beata