Potrzebujesz pomocy specjalisty. Masz problem z prawem. Wyciągniemy pomocną dłoń. Napisz do nas
legalna-prost

Wasze historie: Nowe życie byłej prostytutki

15 kwietnia 2015

Od jakiegoś czasu udzielam się na forum internetowym dla kobiet. Wszystko było super do momentu, kiedy nie wyjawiłam, że jestem byłą prostytutką. Wylała się na mnie fala hejtów. To skłoniło mnie do napisania paru słów o swoim życiu „przed” i „po”.
Zaczęło się pod koniec liceum. Byłam z małej miejscowości, nie miałam pieniędzy, mieszkałam w internacie i nie byłam szczęśliwa. Pocieszenie znalazłam w ramionach chłopaka, ale ta znajomość okazała się toksyczna. W wakacje zaproponował mi „dorobienie” u swoich kumpli nad morzem. Na miejscu okazało się, że nie chodzi o smażenie ryb ani sprzedawanie pamiątek, ale „umilanie czasu” panom. Byłam w szoku, czułam, że jestem w pułapce, nie wiedziałam, co robić, a chłopak naciskał i przekonywał, że to nic takiego, a przynajmniej będę miała pieniądze na komputer. Przepłakałam cały miesiąc, długo nie mogłam się pozbierać. We wrześniu kupiłam komputer.
Marzyłam o studiowaniu, ale w domu nikt nie chciał słyszeć o utrzymywaniu mnie przez kilka kolejnych lat. Uparłam się, pracowałam całe wakacje w sklepie, a od października wynajęłam pokój i zaczęłam studia. Nie miałam dużych potrzeb, ale nie starczało mi dosłownie na nic. Praca dzienna odpadała, więc odezwałam się do klubu nocnego. Kelnerka? Może tancerka? Facet, z którym umówiłam się na rozmowę powiedział prosto z mostu, że szuka dziewczyn do towarzystwa. Zaproponował bardzo konkretne pieniądze i elastyczną formę współpracy. Miałam pracować z kilkoma dziewczynami na tzw. „domówce”. Postanowiłam, że dam sobie trzy miesiące – podreperuję budżet, stanę na nogi i odejdę. Oczywiście nie odeszłam po trzech miesiącach.
Nie narzekałam na pracę. Oczywiście, było różnie. Zdarzały się dni, kiedy nie byłam w stanie wyjść z domu, wpadałam w depresję. Każdej się to przytrafiało, najczęściej wtedy kiedy „miałyśmy odejść” a mimo to zostawałyśmy. Cały czas studiowałam, ale nie szło mi najlepiej, ciągle miałam jakieś zaległości, chodziłam niewyspana, zawalałam kolejne terminy. Stać mnie było na powtarzanie roku i postanowiłam, że czego jak czego, ale tego nie odpuszczę. Zapłaciłam za warunek i nadal byłam studentką.
Na trzecim roku zakochałam się w chłopaku ze studiów. Oczywiście nie wiedział, czym się zajmuję, a ja nie miałam zamiaru mu mówić. Niestety domyślił się, że moja „chałupnicza” robota to wcale nie są internetowe zlecenia. Szybko skojarzył fakty, znalazł drugi telefon, pod moją nieobecność przejrzał szufladę z „ciuchami do pracy”. To był koszmar. Szantażował mnie, że wszystkim powie, że zadzwoni do moich rodziców. Udało się załagodzić sytuację, ale do dzisiaj mam wyrzuty sumienia.
Potem pojawił się Paweł. Ta miłość była dla mnie motywacją, żeby odejść z zawodu. Nie chciałam, żeby skończyło się tak, jak rok wcześniej. Nikt mnie do niczego nie zmuszał. Szef namawiał, żebym robiła od czasu do czasu „wyjazdy”, ale jak koniec to koniec. Z dnia na dzień w moim życiu zrobiło się pusto. Nie, nie żałowałam, że odeszłam, ale czułam się bardzo dziwnie. Przede wszystkim żyłam w ciągłym strachu, że Paweł się dowie, że spotkam byłego chłopaka, klienta, że jakaś „życzliwa” koleżanka mu powie. Namówiłam go na wyjazd do innego miasta. Nie był to co prawda drugi koniec Polski, ale na tyle daleko, że trochę się uspokoiłam. Tam skończyłam studia i zaczęłam pracować. Nie jesteśmy po ślubie, ale mamy dziecko.
O swojej historii nie mówię nikomu. W tej kwestii nie umiem nikomu zaufać, nawet Pawłowi. Obawiam się, że nie zrozumie, że nie wysłucha i że nie będzie w stanie się z tym pogodzić. Opowiedziałam mu o pierwszych „wakacjach nad morzem” – przyjął to spokojnie. Nie wiem, czy dalszy ciąg tej historii przyjąłby równie dobrze.
Czy żałuję swojego wyboru? Czasami. Wydaje mi się, że mogłam zacisnąć zęby i jakoś próbować żyć dalej. Z drugiej strony pamiętam swoją desperację, groźby gospodyni, że wyrzuci mnie z mieszkania, brak pieniędzy na obiad w stołówce studenckiej. Wiem, że bez tego nie skończyłabym studiów i nie byłabym tu, gdzie jestem. Wybaczyłam sobie, lubię swoje obecne życie, a to dawne to dla mnie zamknięty epizod.
Jedyne z czym nie mogę się pogodzić to potępienie ze strony społeczeństwa – nieraz słyszę komentarze znajomych o „paniach lekkich obyczajów” i aż mi się robi słabo. Oczywiście, można to potępiać, ale czemu prostytutki traktuje się jako „podludzi”? Tylko dlatego, że pracują ciałem? Czemu nikt nie potępia klientów, którzy od prostytutki biegną prosto do żony? Nikt nie próbuje nas zrozumieć, wszyscy szydzą i krytykują. Mam nadzieję, że kiedyś prostytucja będzie normalnym zawodem, będzie obowiązywał jakiś kodeks pracy, zasady i już nigdy nikt nie powie pobitej prostytutce, że „sama jest sobie winna”.
Najbardziej dziwi mnie to, że wszyscy tak krytykują prostytucję, wszystkich ona obrzydza, a statystyki pokazują, że co 10 facet był co najmniej raz w burdelu. Pań, które pracowały w tym zawodzie, a teraz są matkami, żonami, koleżankami, też jest całe mnóstwo. Zdarzyło mi się spotkać koleżanki „z branży”, które odeszły i teraz są prowadzą własny biznes, mają mężów i dzieci. Nikt by nie podejrzewał, że maja „takie” życiorysy. Zawsze udajemy, że się nie znamy. One pewnie też nie śmieją się z kawałów o dziwkach i nikomu nie mówią o tym, co się kiedyś wydarzyło w ich życiu.
Kasia

  • kasandra

    Historia prawdziwa ale szczerze ciężko jest z tego wyjść

    • kamil

      Mogłabyś do mnie napisać na kamil200921@gmail.com? Chciałbym o coś spytać ale nie publicznie.

  • kasandra

    od prostytucji można się uzależnić

  • ania

    Szukam osób które by chciały ze mną popisać bo jestem byłą prostytutką i dlatego że byłam prostytutką to nie mam żadnych przyjaciół z normalnego świata czyli spoza klubu. Tylko wśród klijentów i dziewczyn będących prostytutkami mam przyjaciół a chciałabym poznać kogoś zwykłego kto nie ma z agencją towarzyską nic wspólnego. To mój email ania3400@poczta.onet.pl niech ktoś napisze do mnie kto by chciał się przyjaźnić choćby tylko przez internet.
    Powiem wam że ta praca uzależniła mnie od radości życia bo to mi właśnie przynosiła radość życia. Bo długie rozmowy z klijentami nadawały sens mojemu życiu. Zawsze się miałam komu wypłakać i zwierzyć ze swoich problemów bo klijenci chętnie mnie wysłuchiwali.I nie miałam zwykłej pracy bo byłam chorowita więc w normalnej pracy nie mogłam pracować bo nie da rady w zwykłej pracy brać co chwilę wolnego a jako prostytutka pracując mogłam brać wolne kiedy chciałam i to że miałam gdzie wyjść bo szykowałam się codziennie do klubu dawało mi sens życia i wyrywało mnie z depresji którą powodowało u mnie bezrobocie. I wcale ta praca nie dawała mi uzależnienia od pieniędzy. Ani od seksu za pieniądze i u swoich koleżanek z klubu też żadnego uzależnienia nie zauważyłam. Jedyne uzależnienie jakie mam to polega na tym że nie lubię się kontaktować z żadnymi osobami spoza nocnego klubu bo się zwyczajnie ich boję bo żyłam w izolacji od zwykłych ludzi spoza klubu i kontaktowałam się tylko z alfonsami, klijentami i dziewczynami pracującymi w klubach i potrzebuję pomocy psychologa żeby zacząć normalnie żyć ale się boję czy psycholog by mnie nie potępiał za to że byłam prostytutką i dlatego wstydzę się do niego pójść dlatego tutaj bym chciała z kimś porozmawiać .Proszę niech ktoś do mnie napisze na mój email.